życie szybko się toczy, za szybko. niby co ja robię? no nic. ale jednocześnie nie mam na nic czasu. paradoks? nachodzą mnie jakieś lęki, obawy przed czymś, co być może okaże się czymś błahym. chociaż nie dopuszczam do siebie takiej myśli. jak zwykle pojmuje wszystko jako coś bardzo trudnego, niedostępnego dla zwykłego, marnego śmiertelnika, którym jestem oczywiście ja. post też na szybko. za chwilę wpadnie Edwiś? i jak zwykle kilka godzin z mojego(naszego) życia minie w ciągu jednej sekundy. to naprawdę smutne.
trafiłam wczoraj na pewnego bloga. w moim mniemaniu bardzo dobrego bloga. człowiek, który go pisze stał się moim autorytetem. nie, nie jestem chorą fanką, ale naprawdę ta osoba mnie zainspirowała... a dokładniej jego poglądy na niektóre sprawy, na dość poważne sprawy. choć wydają się dziecinadą-POLITYKA uhuhu. jednak jak to mówią, pełen szacun... dokładnie od wczoraj wydaje mi się, WYDAJE MI SIĘ! że wiem, co chcę robić w życiu. być może moja decyzja zmieni się jeszcze trylion razy. ale gdyby mi się jednak nie zmieniła, to chciałabym nawet bardzo, żeby mi się w tym kierunku poszczęściło. może nie byłabym taka zła? może, może, MORZE? kiedyś...
